HERBATA

Ten chłopiec czternastoletni, którego chciałaś dziś uderzyć podszedł do ciebie i zapytał, czy masz papierosa. Pokręciłaś głową przecząco, niestety, nie palę. Powiedziałaś właśnie niestety, jestem tego pewien, tego konkretnego dnia żałowałaś bardzo, że dwa lata temu udało ci się rzucić. Chłopiec postał jeszcze chwilę przed tobą i w końcu, dużo ciszej, rzucił ale pani jest ładna. To właśnie wtedy chciałaś go pobić. Chciałaś go uderzyć i krzyczeć, że to nieprawda, że nie może tak kłamać, bo przecież wiesz, że jesteś brzydka, prawie zawsze, a już na pewno dzisiaj, jesteś po prostu brzydka i nie rozumiesz, czemu się tak zdarza, że niektórzy twierdzą inaczej i kłamią w żywe oczy, kłamią tak bezczelnie, nie wiesz, jaki mają w tym interes, ale kłamią tak straszliwie i to cię wyprowadza z równowagi i wzbudza jakąś niewyobrażalną agresję. On poszedł gdzieś, zniknął z pola widzenia, a ty szłaś, znów cięższa, jeszcze cięższa niż wcześniej, jakaś taka struta i skopana wewnętrznie i nie wiedziałaś, w którą stronę skręcić na skrzyżowaniu. To była lawina, której nie potrafiłabyś mi wytłumaczyć, bo przecież w ogóle cię nie znam, ale zrozumiałbym, widziałbym, jak w twojej głowie to jedno zdanie uruchamia domino niefortunnych skojarzeń, niosących w sobie jakiś dziwnie upierdliwy ciężar. Może kiedyś spróbujesz mi to wyjaśnić, a ja będę udawał, że nie do końca rozumiem, bo przecież już prawie cię nie znam. Nie mogę cię znać, już całkiem powinienem cię zapomnieć, ale widzę, jak patrzysz w lustro, z obrzydzeniem niemalże inwestygując nierówności ciała, liczysz rozstępy, katalogujesz zmarszczki, analizujesz sinofioletowe siateczki pękniętych naczynek. Współczuję czasem skórze, w której żyjesz, tak bardzo jej nienawidzisz.

[Mężczyzna i kobieta siedzą przy niewielkim kuchennym stole. On z łokciami na drewnianym blacie, podpierający dłońmi podbródek, jej ręce ułożone na kolanach, niespokojne. Wyglądają, jakby mieli za sobą jakąś historię, a przed chwilą zakończyli ostrą wymianę zdań. Kurz opada. Cisza]

- Chodź ze mną do kina.

- Dlaczego chcesz iść ze mną do kina?

- Bo masz fajny nos.

[Ona uśmiecha się. Przesłania kącik ust dłonią, jakby zawstydzona]

- Dobrze. Pójdę.

- Czemu?

- Wyglądasz jak Klaus Kinsky.

- Nie mam córki, przysięgam.

[Nieco dłuższa chwila absolutnej ciszy]

- To już było, Piotrze

[Patrzą na siebie przez chwilę w milczeniu. Ona odwraca wzrok.]

- Wiem przecież. Już było. Było niezłe. Nawet dobre.

- Miałeś takie dziwnie błyszczące oczy.

- Stolik cały się kleił, ciągle rozlewałaś piwo.

[Oboje zaczynają się śmiać w tym samym momencie]

- Robię okropne pierwsze wrażenie.

- To nieprawda.

- Zrób mi herbaty, proszę.

[Kurtyna]


Ta herbata, zupełnie zwyczajna herbata przy akompaniamencie zupełnie zwyczajnej konwersacji o rzeczach radośnie przyziemnych bardzo mi była potrzebna. Twoje krótkie wpadaj to – zupełnie niechcący zapewne – jedna z przyjemniejszych rzeczy, jakie dla mnie zrobiłeś.

«Wróć