skrawki

skrawki to te momenty najważniejsze, choć pozornie niezbyt istotne, spojrzenia przez dziurkę od klucza na bardzo konkretne wycinki intymności, których skrawków bohaterowie kurczowo się trzymają, bo to ostatnie, co im zostało. więcej nie ma. to coś, co nie jest prawdą, bo zdążyło stać się wspomnieniem, zretuszowanym przez czas, sentymentalnym kadrem. obrazki te, zebrane razem, tworzą emocjonalnego frankensteina, który niesie w swej pokracznej postaci rzeczy pięknie smutne i jednocześnie nieco przerażające, bo wciąż jakby trochę żywe.

SIEKIERA

Pytania, od początku pytania, jej pytania. Wszystko zaczęło się od pytań, dawno temu. I przecież zawsze chodziło bardziej o te jej pieprzone pytania, niż moje odpowiedzi. Tak. Właściwie nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek na którekolwiek z jej pytań odpowiedział. A ona nawet, gdy mówiła mi po raz pierwszy - i chyba ostatni - kocham cię, powiedziała to tak, jakby na końcu stawiała znak zapytania, zamiast stanowczej, niepodważalnej kropki. Ja nie pytałem, nigdy nie pytałem, nie wiem, dlaczego, być może bałem się odpowiedzi... Czytaj dalej»

PORZECZKI

Wtedy właśnie pierwszy raz powiedziała coś innego, prawda? Coś nie o cyfrach w tabelkach, logistycznych schematach i wykresach
powiedziała moja mama wie, jak nazywają się te pachnące żółte krzaki, które zakwitają wiosną w mieście
ty też kiedyś wiedziałaś
i uśmiechnęła się do siebie lekko mrużąc oczy, może trochę do ciebie, choć wcale nie spojrzała w twoim kierunku... Czytaj dalej»

SUFIT

Cicho zamykam za sobą drzwi. Staję nad umywalką, przed dużym lustrem. Marnuję litry wody patrząc przed siebie, w bladą, nieco zmęczoną twarz. Nie odrywając wzroku odtwarzam w głowie to, co mi wczoraj mówiłeś, to przecież nic, to jeszcze nic nie znaczy, nie martw się, jeszcze nie czas, twój głos spokojny, tak dziwnie spokojny i pewny, naprawdę wierzysz w to, co mówisz. Naprawdę chcesz, żebym ja uwierzyła. Wszystko jest w porządku, jeszcze przez chwilę wszystko jest w porządku, a teraz już nie, woda coraz głośniej uderza w białą porcelanę... Czytaj dalej»

HEBATA

Ten chłopiec czternastoletni, którego chciałaś dziś uderzyć podszedł do ciebie i zapytał, czy masz papierosa. Pokręciłaś głową przecząco, niestety, nie palę. Powiedziałaś właśnie niestety, jestem tego pewien, tego konkretnego dnia żałowałaś bardzo, że dwa lata temu udało ci się rzucić. Chłopiec postał jeszcze chwilę przed tobą i w końcu, dużo ciszej, rzucił ale pani jest ładna. To właśnie wtedy chciałaś go pobić. Chciałaś go uderzyć i krzyczeć, że to nieprawda, że nie może tak kłamać, bo przecież wiesz, że jesteś brzydka, prawie zawsze, a już na pewno dzisiaj... Czytaj dalej»

LEPKOŚĆ

Wprowadziłaś mnie do swojego życia od żulerskiej strony, tylnym wejściem, gdzie poranki dalekie od świeżości, nogi nie zawsze ogolone, wargi przebarwione na fioletowo od wina, wygniecione bluzki i siniaki na udzie. Przez chwilę jest tak, jakby nic nie było, a potem ból głowy. I nie wiem, czemu zostajesz u mnie na noc, bez szczoteczki do zębów, bezpiecznego skraju własnego łóżka, pozbawiona komfortu bezstresowego zasypiania. I tylko zamykasz oczy, pozostając w lekkim półśnie, czujna, nasłuchująca... Czytaj dalej»

HIPERMYŚLNOŚĆ

coś powinno się zdarzyć a nie wydarza się nic tylko
moje myśli są z piasku lepię z nich kulki coraz większe lekkie piaskowe kulki modeluję je a potem rozpłaszczam na powierzchniach ścianach stołach jak zużytą gumę do żucia pozbawioną smaku
piasek który staje się gumą do żucia czy cokolwiek z tego rozumiesz
bo ja w sumie nic nic już nie rozumiem o co tu w ogóle chodzi z tym wszystkim... Czytaj dalej»

KAPELUSZ

Stracić głowę jest tak dziecinnie prosto, tak zdumiewająco łatwo, to przychodzi zupełnie bez wysiłku. Adekwatnie mało odciska piętna, właściwie wcale. Nagle jest, pojawia się wraz z nieodpartym poczuciem, że wydarzyć się może wszystko. Równie niespodziewanie być przestaje, pozostawiając po sobie absolutnie nic. Bardzo to ulotne, może stąd ten zwodniczy urok. Piosenka, o której mi opowiadałeś ostatnio z takim entuzjazmem, niestety nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. Może to wina towarzyszących jej obrazków, które wydają się jakieś takie śmieszne... Czytaj dalej»

ŚNIENIE

Ona śni listy, strumienie słów. Śni listy, które ktoś gdzieś pisze do kogoś, nigdy do niej. To są piękne listy, choć pewnie obiektywnie można by powiedzieć, że nieco pretensjonalne, może dużo w nich zwrotów, które dawno wyszły z powszechnego użycia, poza tym, kogo mógłby obchodzić płatek śniegu topniejący na dłoni albo dźwięk, który wpadł do ucha i został tam znaczącą chwilę dłużej? Kto chciałby czytać takie rzeczy? Ale we śnie, tam prawie wszystko jest dozwolone. I kicz, i egzaltacja, zdarzenia magiczne zdają się być całkiem naturalne, a czas, jako taki, nie istnieje... Czytaj dalej»

ŚNIENIE II

I wtedy zdarzył się dzwonek do drzwi. Krótki, pewny dźwięk zawisł w gęstej ciszy, a potem, równie nagle, dokonał swojego żywota. W pierwszej chwili jakby nie przyjęła tego do wiadomości, było to zdarzenie tak niedorzeczne i nieoczekiwane, że wydało się jedynie wytworem wyobraźni. Dopiero kilkadziesiąt sekund później zdała sobie sprawę z tego, że jednak dźwięk ten zdarzył się naprawdę. Ktoś zadzwonił do jej drzwi. Odłożyła więc książkę, unieruchomiona jeszcze na moment w fotelu, jakby oczekując potwierdzenia tego absurdu... Czytaj dalej»

ŚNIENIE III

Rana na dłoni otwiera się raz na kilka miesięcy. Właściwie nie krwawi, jedynie nieco piecze i boli w momencie rozciągnięcia pęknięcia na boki, kiedy skóra wokół napina się. Przybiera kształt litery S, a czasem jest po prostu bolesną, kilkucentymetrową kreską, z wąskim dnem i wybujałymi, nieco zaczerwienionymi bokami. To się nie dzieje teraz, to dzieje się w przeszłości, tej, która już nie istnieje inaczej, jak tylko w czyjejś głowie. Jej głowie. Ona obserwuje ranę ukradkiem, odwracając dłoń pod stołem. Otwiera ją i zamyka, bawiąc się w ten dziwnie okrutny sposób... Czytaj dalej»

BULION

Potrafiła powiedzieć coś tak rozbrajającego, że w pierwszej chwili nie wiedziałem, jak reagować. Jej obecność każdorazowo wnosiła do tego bezpłciowego mieszkania jakiś rodzaj nieokreślonego ciepła, jakąś jasność taką, trudną do zdefiniowania… Sam nie wiem. Brakuje mi tego. Tego też, pośród mnóstwa innych rzeczy. Oczywiście bywała denerwująca, czasami nie do zniesienia wręcz, chorobliwie zazdrosna albo niepokojąco wycofana, ksobna i kapryśna. Bywały takie dni, kiedy nie potrafiła wyjść z domu, odwoływała w ostatniej chwili wszystkie spotkania... Czytaj dalej»

LAURA

W moim świecie jest Duża Laura i Mała. Niewiele więcej poza tym. Tak naprawdę Dużej Laury już nie ma i to jedyne, co ma znaczenie. Jest milion poradników, jak żyć po stracie bliskiej osoby. Jest słowo wdowiec, które określa takich mężczyzn jak ja, nawet fragmentarycznie nie oddając bólu i pustki, z którą nierozerwalnie się wiąże. Jest rodzina, przyjaciele, bliscy i ci dalsi znajomi, są oni wszyscy i mówią, że rozumieją, chociaż nie mają pojęcia. Jest mała dziewczynka, której genetyka zapamiętała najdrobniejsze szczegóły... Czytaj dalej»

Do góry↟